Kobieta jest olbrzymia. Ręka podpiera głowę, a głowę zadarla. Uśmiecha się. Blond włosy rozsypały się dookoła głowy jak aureola.
Jest to akt i autoportret jednocześnie. Patrzymy i wzrokiem obmacujemy wystawione na widok ciało. Jak na… wystawie. Olbrzymie rozmiary (6 x 3 m) sprawiają, że nie sposób od niego uciec. Nie sposob ominąć go wzrokiem Udac, że się go nie widzi.
Nie ma tu gry że spojrzeniem. To widz jest „winny”. To widz sie wstydzi i dręczy go zażenowanie nagościa artystki. Doznaje ambiwalentnych odczuć: fascynacji i poczucia winy. Mimo rozmiarow, fotografia jest zaskakująco intymna. I dlatego kusi i odpycha, wywołując wrażenie, że widz jest nieproszonym gościem, przed którym zapomniano zamknąć drzwi.
Modelka i artystka kieruje na siebie wzrok widzów, przyciągając go i wystawiając sie na niego. Sama jednak swego wzroku odmawia. Oczy ma przymknięte. Twarz jest w ekstazie, onanistycznej, autoerotycznej rozkoszy. Bo nie ma tutaj innego niż modelka zródła tego stanu. Tylko rozespana, pogrążona w sobie i w marzeniach kobieta, podmiot i przedmiot obrazu w jednej osobie. Granica między nimi została zniesiona. Jest kobieta, leżąca na kanapie, podająca się jak na tacy, ale nieuchwytna.
I leży tak na tej skórzanej sofie apetycznie biała, posągowa jak bogini, która niewinnie rozchyla uda, i spokojnie kładzie dłoń obok łona. Na myśl przychodzą takie obrazy jak Danae czekająca na potoki złotego deszczu lub Kalliope w objęciach chmury. Tylko Zeusa brak. Nie ma deszczu, promienia światła czy mgły. Dokonuje się więc zaprzeczenie meskiej zasadzie przyjemności, jaką ma dawac obraz. Wzrok ślizga się po powierzchni, ale nie moze wniknać w ciało. Mimo, ze jest królem zmysłów, i ustanawia silne relacje władzy, to autorka wyzywa go na pojedynek. Wydaje się prowokować: „patrz ile ci sie podoba, a i tak nie będziesz mnie miał”. W efekcie zmusza go do odwrotu. Wzrok zaczyna pełnić rolę… dłoni, która stara się gładzić jedwabiste ciało zdjęcia.
Zdjęcie nie daje się ogarnąć jednym spojrzeniem. W tym też widać pułapkę dla wzroku. Bo skoro nie można ogarnąć, to i nie można zawładnąć. W kawałkach, z bliska, bez proporcji – w ten sposób widzi się ciało kochanka czy kochanki, w miłosnym zbliżeniu, o czym pisze Octavio Paz. Nastepuje dezintegracja pożądanego ciała, niektóre jego elementy potwornieją, inne w ogóle znikają, zasłoniete górami brzucha, bioder czy pleców.
Ta kobieta o mlecznej skórze i jasnych włosach pełna jest radości, która płynie z niej samej.
Nie jest już przynętą, łatwym łupem, branką do wzięcia z każdym spojrzeniem, towarem na targu niewolnic. To ona łapie widzów w pułapkę i puszcza niezaspokojonych, z rozbudzona żądzą. Pożądanie się wzmaga, obraz daje przyjemność – do czasu.
Według Kennetha Clarka, aktem nie jest każde przedstawienie nagiego ciała. Akt to ciało pokazane według pewnych reguł, wyidealizowane. Można powiedzieć, mięso wtłoczone w ramki, golizna „ubrana”. Zdjęcie Moniki respektuje wiele z tych zasad. A więc ciało o dobrych proporcjach, kobiece, nieowłosione, czyste, bez widocznych związków z fizjologią, biologią, mięsem. W przewrotny sposób potwierdza się tutaj tradycyjny podział na kobiece i męskie. To znaczy kobieta jest bierna...
Ale tylko pozornie. Pozornie Monika jest w zgodzie z tradycyjnymi sposobami przedstawiania – kobieta jest pokazana jako leżąca, a to otwiera wielką mnogość skojarzeń związaną z pierwiastkiem żeńskim. Kobiecość – bierność, czyli ziemia, czyli pejzaz, czyli natura. Tymczasem Wiechowska ustawia swój wizerunek pionowo, co nadaje mu niepokojącą dwuznaczność. Kobieta falliczna. Ta, która siega po władze. Bierność i aktywność w jednym. Matka-ziemia, rodząca bogini, Demeter, ale i Afrodyta, Artemida czy Atena.
Sięga po władze zamykajac oczy. Jest naturalna, nie pozuje, swobodnie się śmieje. Jak już wiemy, jest i adresatką, i obiektem spojrzenia. Bo pierwsza na siebie popatrzyła. Spojrzała miłosnie. Myślę, że podczas pozowania zapomniała po co tu jest, po co leży naga w niewygodnej pozie i jest jej zimno. Przestała zwracać uwage na aparat fotograficzny. Dlatego zdjęcie robi tak silne wrażenie. Bezwstydne w swojej niewinności. Każdy przy olbrzymce czuje się intruzem. Sliniącym się starcem przy pięknej Zuzannie, która nie wie, że powinna się ukryć.
Ale czy rzeczywiście niewinna Zuzanna? Samowystarczalna? Przecież ona najwyrazniej kusi, wabi i czeka. A kochankiem jest widz. Tutaj nie chodzi o relację posiadania, zawładnięcia, pana i niewolnicy. Tutaj do głosu dochodzą zmysły, dochodzi żar pożądania spalający jakiekolwiek hierarchie. Jej ciało otwiera sie jak w najintymniejszej chwili. Jak dla najbliższej osoby. Zaprasza. Ciało, nie ona.
Wśród zdjęć, ktorę Monika Wiechowska pokazała na dyplomowej wystawie w Rijksakademie w Amsterdamie, znalazło się więcej aktów. Wszystkie wykonane sa we wnętrzach, wszystkie cechuje ta sama intymność wynikajaca z samotnosci w domu. I napięcie wypływajace z pozowania nago – choć właściwie powinnam powiedzieć nie-pozowania, bo te akty zostały uchwycone w chwilach intymnych, w przelocie, przypadkiem, jakby podejrzane przez dziurkę od klucza. W wannie, przy łózku, na ręczniku. W ciasnej przestrzeni, pomiędzy sprzętami.
Było tam w ogóle wiele różnych zdjeć. Autorkę pasjonuje wiele tematów i dziedzin życia, z żadnej nie chciała zrezygnować. Więc zdjęcia lasu, miast, a także martwych natur, owocow i filiżanki, jakby żywcem przeniesione z obrazów.
Jest też zdjęcie rodziców. Dwoje ludzi, przy łóżku. Szare swiatło i cisza domu dookoła. Jest jeszcze jeden akt o nazwie Public Space Oddysey. Pojawia się on jako podświetlana tablica czy plakat w przestrzeni miejskiej, na ulicach. Roześmiana naga kobieta turla się po dywanie. Znów pojawia się wnętrze domu – i znowu jest to autoportret, ktory nie podejmuje gry spojrzeń, kobieta zamyka się na sobie i własnej rozkoszy. Ale z drugiej strony autorka-aktorka potrzebuje publiczności. Więc oswaja miasto, prywatne staje się publicznym. Przypomina mi się pewna kobieta z opowiadania Fiodora Sologuba, która na ulicy oddawała się każdemu mężczyznie, który się zgłosił. Aż umarła. Oczywiście, to nie jest przestroga dla Moniki, co raczej wskazanie, jak niebezpieczne bywa dla kobiety odsłonięcie własnej seksualności w sferze publicznej.
Najnowsze zdjęcia Moniki należa do serii eden. Bujna przyroda, rajskie paprocie, soczyście zielone trawniki. Widzimy też piękne mieszkanki ogrodów – sarny. Ale coś tu nie gra: zwierzęta leża. Podejrzewamy, że sa martwe, co trochę psuje arkadyjski nastrój zdjęć.
Aha. Zdjęcie olbrzymki nosi tytuł Ja.