Wystawa Anny Okrasko składa się z 3080 niemal identycznych obrazów o wymiarach 10 x 10 cm każdy, zawieszonych w ciasnym korytarzu. Ten techniczny “spis rzeczy” wprowadza jednak w błąd, w istocie bowiem mamy do czynienia nie tyle ze szczególnym rodzajem ekspozycji, co z bardzo konkretną sytuacją. Sytuacją nie do końca komfortową, niezdrową wręcz, której widz wystawy – jeśli się tylko na to zdecyduje – staje się pełnoprawnym uczestnikiem.
Oto ołowiany korytarz, którego ściany pokryte są własnoręcznie wykonanymi przez artystkę, grafitowymi “kafelkami”. Powściągliwość tej sytuacji jest tylko pozorna – wejście do jej wnętrza wymaga determinacji, trzy warstwy niezagruntowanego grafitu ołówkowego grożą skażeniem. To próba (nie)otarcia się o lęk.
W swojej koncepcji przestrzennej praca ta przypomina klasyczne “korytarze” Bruce’a Naumana z lat 60. XX wieku, jednak działanie Okrasko ma znacznie bardziej osobisty charakter – jest z jednej strony inspirowane szpitalnymi doświadczeniami artystki, z drugiej zaś konsekwencją wcześniejszych prac, w których na swój własny sposób rozliczała się z malarskich konwenansów sztuki współczesnej.
Okrasko, jeszcze jako uczennica Leona Tarasewicza na wydziale malarstwa warszawskiej ASP, zrealizowała na szkolnym korytarzu wystawę złożoną z odmalowanych przez szablon bezpośrednio na ścianie mizoginistycznych wypowiedzi sudentów i profesorów akademii. Przynajmniej od tego momentu malarstwo przestało być dla niej neutralnym tworem estetycznym. Kolejne projekty (jak np. obrazki malowane z metra i wystawiane na sprzedaż na portalu allegro.pl) były swoistymi donosami na malarstwo, a sama artystka skoncentrowała się na procesualnym wymiarze sztuki. Projekt poprzedzający obecną wystawę – monochromatyczne obrazy powstałe przez żmudne zamazywanie płótna długopisem (prawie 1500 zużytych sztuk) – ostatecznie i szczęśliwie przesunął artystkę z grona “młodych, obiecujacych malarek” w obszary bliższe sztuce minimalistycznej.
Jej prace, tak jak “Bez tytułu (a Pepe Espaliú)”, której realizacja zajęła około 6 miesięcy, cechuje teraz intensywna materialność. Cały czas towarzyszy im jednak również przekonanie, że sztuka jest przestrzenią konfrontacji i komunikacji międzyludzkiej, jest otwartym procesem, którego efektem mają być nie artystyczne wyroby, ale uciążliwe, niezmiennie dokuczliwe, ślady.
Wystawa została zogranizowana przy współpracy z Instytutem Cervantesa w Warszawie
Wsparcia udzielił sklep z materiałami malarskimi dla artystów plastyków KowalikArt (www.kowalikart.pl)



